Portal tworzy kreatywna agencja marketingowa:

Grzechy człowieka sukcesu

Michał Toczyski | Przestrzeń dla biznesu

Zabrakło nam moralnego barometru, dlatego błądzimy w świecie sukcesu, kariery, pieniądza. Właściwą ścieżkę gubią nie tylko poszczególne osoby, ale także firmy i cała gospodarka, o czym świadczy obecny kryzys. Może więc warto przypomnieć „niemodne” grzechy główne, znane z katechizmu?

Już nie tylko moraliści, ale także guru zarządzania wskazują, że potrzebujemy drogowskazów i punktów odniesienia, aby dłużej nie popełniać błędów, które stanowią o rozmiarze wielu dzisiejszych dramatów, zarówno na płaszczyźnie jednostkowej, jak i społecznej czy gospodarczą. Taką rolę mogą pełnić popularne grzechy główne. Trzeba je tylko „odkłamać” i „uwspółcześnić” – aby na przykład asertywność nie myliła się nam z pychą, zdrowe ambicje z zazdrością, a chęć podniesienia poziomu życia z chciwością…

– Popełniłam grzech pychy – wyznaje w konfesjonale kobieta. – W jaki sposób? – pyta ksiądz. – Dziś rano spojrzałam w lustro i powiedziałam do siebie: jaka ja jestem piękna! – To nie grzech pychy, tylko złudzenie optyczne – mówi spowiednik.

Dowcip dowcipem, a tak naprawdę pycha jest właśnie rodzajem złudzenia. Każe nam myśleć, że ze względu na swoje zalety możemy patrzeć na innych z góry. Z badań nad liderami zwycięskich organizacji wynika, że ludzie ci znaleźli złoty środek między świadomością własnych ograniczeń a ogromną wiarą i pewnością siebie. Nade wszystko zaś unikają arogancji, którą najłatwiej zrazić do siebie podwładnego czy koleżankę zza sąsiedniego biurka.

Chciwość jest dobra – przekonywał cyniczny makler giełdowy z filmu „Wall Street”. W latach 80. amerykańscy menedżerowie umiesz cza li to hasło na pulpitach swoich komputerów. Zmiana podejścia nastąpiła wraz z ujawnieniem wielkich afer, np. Enronu (dziś 64-stronicowy kodeks etyczny tej firmy można kupić na aukcjach e-Bay za 100 dolarów). Obecnie coraz więcej się mówi o społecznej wartości firm – to kapitał zaufania zdobywany poprzez stosowanie taktyki zrównoważonego rozwoju ekonomii, ekologii i etyki. Od doraźnych zysków istotniejsze jest budowanie długotrwałych relacji z klientami i otoczeniem firmy.

Znany dziennikarz Tomasz Lis pisał kiedyś, że firmowy flirt zwykle wydawał mu się czymś raczej stymulującym niż niechcianym i naruszającym godność. Z kolei profesor Lew-Starowicz stale przestrzega, abyśmy niewinnego żartu czy komplementu nie utożsamiali z molestowaniem seksualnym, co zdarza się niestety w amerykańskich korporacjach. Zatem nie dajmy się zwariować. Z drugiej jednak strony, pamiętajmy o szacunku, kulturze i wyczuciu. To może nas uchronić przed błędną interpretacją naszych słów, gestów i zachowań. Ale nieczystość można potraktować o wiele szerzej niż sugeruje samo pojęcie – jako brak dobrych intencji i elementarnej lojalności wobec firmy czy jako zwyczajne cwaniactwo

Zamiast ducha rywalizacji – „równanie w dół”. Jeśli ktoś się wybije, zaraz chcemy go ściągnąć do własnego poziomu. A gdy to się nie udaje, zaczynamy umniejszać odniesiony przez tę osobę sukces. Trudno nie zauważyć, że krytyka „kapitalistów”, „nowobogackich” czy „karierowiczów”, a także „konsumpcyjnego” stylu życia często podszyta jest zwykłą zawiścią.

Na rzeczy luksusowe Polacy wydają więcej niż Niemcy – twierdzi właściciel jednego z najbardziej ekskluzywnych domów towarowych w Berlinie. W naszym narodzie etos konsumpcji – nawet w dobie kryzysu – wciąż jeszcze wygrywa z etosem oszczędzania. Z tego powodu jeszcze niedawno zapożyczaliśmy się na potęgę. Zdaniem części socjologów, ma to związek z czasami kolejek i pustych półek. Próbujemy odreagować okres gospodarki niedoboru. Tymczasem zachodni kapitalizm zrodził się z protestanckiego ducha ascezy. Tak ekonomia, jak i elegancja pomagają się znalezienia harmonii pomiędzy „być” i „mieć”. Kluczem do powodzenia jest zdrowy umiar.Albo ekspresja, albo depresja – mówią psychoanalitycy. Co nie znaczy, że wolno swoją złość wyładowywać na innych. Jaki więc ratunek dla nas, wiecznie podrażnionych i nadpobudliwych? Po pierwsze, gniew, który zwraca my przeciwko ludziom, można skierować na realizację zadania (Luter najlepsze kazania głosił pod wpływem wzburzenia!). Po drugie, zamiast kumulować w sobie negatywne uczucia, trzeba na bieżąco analizować to, co nas denerwuje, wytrąca z równowagi i niepotrzebnie absorbuje. Nie ma zarządzania emocjami bez autorefleksji. A także bez dobrej komunikacji. Jak śpiewa Stanisław Soyka: „Dlaczego nie mówimy o tym, co nas boli wyraźnie? Budowa ściany wokół siebie marna sztuka”.

Chociaż w Europie nikt nie pracuje tyle co Polacy, nasza wydajność to zaledwie 50 proc. tego, co osiągają Niemcy, Francuzi czy Belgowie. Dlatego chyba trzeba postawić tezę, że współczesne lenistwo to nie tyle unikanie pracy, ile przywiązanie do metod, które czynią ją mniej owocną (wedle „fałszywej” zasady: dobre jest tylko to, co sprawdzone). Chodzi o lenistwo szarych komórek, paraliż kreatywności i innowacyjności – nie chcemy zmieniać naszego myślenia, postaw, zachowań, które nie pasują do gospodarki wolnorynkowej. Stajemy się – jakby to powiedział wybitny amerykański futurolog Alvin Toffler – analfabetami XXI wieku, bo nie chcemy się uczyć, oduczać i uczyć na nowo.

Ryszard Miśkiewicz

Dodaj nowy komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
  • Use to create page breaks.

Więcej informacji na temat formatowania

CAPTCHA
Przepisz cyfry i litery z obrazka. Stanowi to zabezpieczenie przed spamem. Jeśli znaki są nieczytelne, kliknij ikonę odświeżenia obrazka (dwie strzałki nad ikoną głośnika).